19 września 1893. Prawo głosu dla kobiet w Nowej Zelandii
19 września 1893 roku gubernator Lord Glasgow podpisał ustawę, która dawała wszystkim kobietom w Nowej Zelandii prawo głosu. Były pierwszymi na świecie, którym to się udało w wolnym kraju. Kampania trwała prawie dwie dekady, zapobiegliwy premier usiłował jej pokrzyżować plany telegrafem, a petycja była na tyle długa, że trzeba ją było rozwijać w sali obrad.

- 19 września 1893 roku gubernator Lord Glasgow podpisał Electoral Act — ustawę dającą kobietom prawo głosu w Nowej Zelandii, pierwszym samodzielnym kraju, który to zrobił.
- Ustawa objęła wszystkie kobiety w wieku 21 lat i więcej, w tym Maoryskie — bez żadnych ograniczeń majątkowych ani rasowych.
- Petycja z 1893 roku zebrała ponad 32 000 podpisów i miała 274 metry długości; rozwijano ją w sali obrad parlamentu.
- Izba wyższa przyjęła ustawę głosami 20 do 18; premier Richard Seddon był przeciwny i usiłował zmienić wynik za pomocą telegramu.
- Zapisy na wybory trwały 10 tygodni; na 109 461 zarejestrowanych kobiet oddało głos 90 290, czyli 82 procent.
- Kate Sheppard, która prowadziła kampanię przez dwie dekady, znajduje się dziś na nowozelandzkim banknocie dziesięciodolarowym.
Podpis, który wyprzedził świat o ćwierć wieku
19 września 1893 roku Lord Glasgow, gubernator Nowej Zelandii, postawił podpis pod ustawą wyborczą i w ten sposób kobiety w tym kraju otrzymały prawo głosu.
Pierwszym samodzielnym krajem na świecie. Tym, który zrobił to pierwszy w czasach nowożytnych i nie wycofał się potem.
Electoral Act nie miał ograniczeń. Mogły głosować wszystkie kobiety, które skończyły 21 lat. Białe, Maoryskie, bogate, biedne — żadnych progów majątkowych, żadnych wykluczeń rasowych. Po prostu wszystkie.
W Europie i Ameryce Północnej tym samym prawem kobiety zaczęły się posługiwać dopiero po pierwszej wojnie światowej, a w większości krajów trwało to jeszcze dłużej. W Polsce historia praw wyborczych kobiet jest równie fascynująca — Polki otrzymały głos w 1918 roku, zaledwie dwa dekady po Nowozelandkach.
W dniu, kiedy Lord Glasgow składał podpis, nie było tam żadnej uroczystości.
Po prostu podpisał i poszedł dalej.
Dwadzieścia lat i petycja długa na 274 metry
Kate Sheppard zaczęła kampanię na początku lat siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku. Razem z nią działała Women's Christian Temperance Union, organizacja, która walczyła o prohibicję i prawa kobiet, bo wiedziała, że jedno z drugim się łączy — alkoholizm był w tamtych czasach powszechny, a najczęściej płaciły za to żony i dzieci.
Pracowały długo, metodycznie i konsekwentnie. Zbierały podpisy, pisały listy, spotykały się z politykami.
Petycja z 1893 roku miała przeszło 32 000 podpisów.
Papier był na tyle długi, że kiedy rozwinięto go w sali parlamentu, rozciągnął się na 274 metry. Trzeba było go zwijać i rozwijać po kawałku, żeby go obejrzeć.
To była trzecia petycja — dwie wcześniejsze też zebrały dziesiątki tysięcy podpisów, ale tym razem nikt nie mógł już powiedzieć, że kobiet nie interesuje polityka, że to sprawa mniejszości, że wystarczającą reprezentacją jest mąż.
Parlament nie miał wyboru.
Raczej, powinien nie mieć.
Głosowanie 20 do 18 — i premier, który był przeciw
W izbie niższej ustawa przeszła stosunkowo łatwo, ale w izbie wyższej liczyły się pojedyncze głosy.
Wynik: 20 do 18.
Premier Richard Seddon był przeciwny. Kobiety popierały prohibicję, a Seddon nie chciał prohibicji. Poza tym uważał, że ich miejsce jest gdzie indziej niż przy urnie, choć dokładnie nigdy tego nie wyjaśnił.
Kiedy zorientował się, że głosowanie jest na krawędzi, wysłał telegram do radcy Thomasa Kellyego z prośbą, żeby zmienił zdanie i zagłosował przeciw.
To rozwścieczyło dwóch innych radców, Williama Reynoldsa i Edwarda Stevensa, na tyle, że zmienili głosy na "za".
Dwadzieścia do osiemnastu.
Ustawa poszła do gubernatora, który nie miał zwyczaju blokować ustaw parlamentu.
90 290 głosów
Między podpisaniem ustawy a pierwszymi wyborami było dziesięć tygodni.
W tym czasie Women's Christian Temperance Union zorganizowało masową kampanię rejestracyjną. Należało się zapisać; prawo było jedno, ale trzeba było wiedzieć, że ono istnieje, i trzeba było zdążyć.
Zapisało się 109 461 kobiet.
Na wybory poszło 90 290.
To jest 82 procent zapisanych, co w tamtych czasach, przy braku telefonów, komunikacji miejskiej w większości okręgów i przy świadomości, że wiele kobiet mieszkało na farmach oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od najbliższej komisji, jest liczbą niemałą.
Wybory odbyły się 28 listopada dla okręgów europejskich i 20 grudnia dla maoryskich.
Nie było ekscesów. Nie było bójek ani zamieszek. Po prostu głosowały.
Co z tego zostało — i czego Nowa Zelandia nie zrobiła
Kate Sheppard trafiła na banknot dziesięciodolarowy w 1990 roku i jest tam do dziś. Materiały i pamiątki z kampanii sufrażystek zebrał Canterbury Museum w Christchurch — wśród nich oryginalna petycja i osobiste przedmioty Sheppard.
Kobiety w Nowej Zelandii mogły głosować od 1893 roku, ale nie mogły kandydować w wyborach do parlamentu aż do 1919 roku. Głos miały; urzędów formalnie nie.
To nie było oczywiste. Kampania o prawo wyborcze zakładała też prawo do kandydowania, ale ustawa z 1893 roku tego nie obejmowała i przez 26 lat nikt tego nie naprawił.
Pierwsza kobieta dostała się do nowozelandzkiego parlamentu w 1933 roku. Nazywała się Elizabeth McCombs i była wdową po deputowanym, który umarł w trakcie kadencji.
Czterdzieści lat po podpisie Lord Glasgow.
Mimo wszystko Nowa Zelandia była pierwszym krajem, w którym kobiety mogły głosować na takich samych zasadach jak mężczyźni — bez ograniczeń, bez asterysków, bez wyjątków. Reszta świata dołączyła dziesiątki lat później.
A petycja długa na 274 metry leży dziś w archiwum parlamentu, w specjalnym pudełku, bo po stu trzydziestu latach papier się kruszy.