Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Technologia / artykuł
Technologia · 8 min czytania

Polski model AI. Co potrafi i czym różni się od ChatGPT

Polska ma własne modele językowe, które rozumieją nasz język lepiej niż globalne chatboty. Sprawdzamy, co potrafią PLLuM i Bielik oraz czym różnią się od ChatGPT.

Polski model AI. Co potrafi i czym różni się od ChatGPT

Model, który mówi po naszemu

Duży model językowy to program, który po przeczytaniu miliardów tekstów nauczył się przewidywać, jakie słowo powinno paść po poprzednim. Na tym opiera się ChatGPT i każdy inny chatbot. Różnica tkwi w tym, na czym model się uczył. Globalne modele szkolono głównie na tekstach angielskich, a polski traktowały jako jeden z wielu języków. Model trenowany przede wszystkim po polsku zna nasz język od podszewki: odmiany, kolokwializmy, nazwy instytucji i realia, o których zagraniczny chatbot bywa niepewny. Model uczony po polsku łatwiej rozumie zdania z wieloma przecinkami i zawiłą odmianą, które bywają zmorą tłumaczeń.

W Polsce powstało kilka takich modeli, a najgłośniejsze to PLLuM i Bielik. PLLuM rozwija konsorcjum naukowe pod przewodnictwem Politechniki Wrocławskiej, wspierane z publicznych pieniędzy. Bielik to z kolei otwarta rodzina modeli trenowanych przez fundację SpeakLeash na polskich danych. Obie inicjatywy łączy cel: dać Polsce model, który nie musi jechać do amerykańskiej chmury, żeby rozumieć polskie zdanie i poprawnie na nie odpowiedzieć. Polskie firmy mogą go uruchomić lokalnie i nie płacić za każde zapytanie, jak w zagranicznej chmurze.

Dane treningowe robią różnicę

Jakość modelu zależy w dużej mierze od jakości danych, na których się uczył. Model globalny zna polski z tekstów, które w sieci stanowią kilka procent całości, więc nasz język bywa dla niego dodatkiem. Polski model uczy się na książkach, artykułach, aktach prawnych i forach po polsku, przez co lepiej oddaje styl i niuanse. To nie magia, lecz prosta konsekwencja statystyki: im więcej przykładów danego języka, tym pewniejsze odpowiedzi. Do wytrenowania dużego modelu potrzebne są setki tysięcy godzin pracy procesorów i ogromne zbiory tekstu.

Różnicę widać w praktyce. Model globalny może mylić polskie realia, mylić nazwy instytucji albo dosłownie tłumaczyć angielskie zwroty. Model rodzimy częściej trzyma się naturalnej polszczyzny i lepiej zna lokalny kontekst. Nie znaczy to, że zawsze jest mądrzejszy, bo globalne modele dysponują większą mocą i szerszą wiedzą ogólną. Chodzi raczej o to, że w zadaniach czysto językowych, po polsku, rodzimy model bywa po prostu bliżej naturalnego brzmienia. Modele polskie bywają mniejsze od globalnych, przez co mieszczą się na pojedynczym mocnym serwerze.

Otwartość kontra zamknięta chmura

ChatGPT to model zamknięty. Widzimy jego odpowiedzi, ale nie mamy wglądu w wagi, dane ani kodu, a każda rozmowa biegnie przez serwery firmy. Polskie modele, takie jak Bielik, są w dużej części otwarte: ich wagi można pobrać, uruchomić na własnym serwerze i dostosować do własnych potrzeb. Dla firmy oznacza to, że dane klientów nie muszą opuszczać jej infrastruktury, a model można douczyć na własnych dokumentach bez pytania kogokolwiek o zgodę. Publiczne finansowanie PLLuM ma tę zaletę, że model nie zniknie, gdy zmienią się plany komercyjne firmy.

Ta otwartość ma znaczenie także dla państwa i instytucji. Administracja, szpitale czy szkoły nie zawsze mogą wysyłać wrażliwe dane do zagranicznej chmury. Model działający lokalnie rozwiązuje ten problem. Płaci się za to pewną cenę: otwarte modele często bywają słabsze od największych komercyjnych, a ich utrzymanie wymaga własnych zasobów. Mimo to dla wielu zastosowań wystarcza to, co daje model polski, zwłaszcza gdy liczy się język i prywatność. Firmy chętnie douczają model na własnych dokumentach, żeby odpowiadał na pytania w języku ich branży.

Co realnie potrafią

Polskie modele radzą sobie z zadaniami, w których dominuje polszczyzna: streszczanie tekstów, poprawa stylu, odpowiadanie na pytania, klasyfikacja dokumentów, tłumaczenie na angielski i z angielskiego. W zastosowaniach firmowych bywają używane jako asystenci, którzy rozumieją branżowy żargon i pisma urzędowe. To nie są zabawki laboratoryjne: dostęp do PLLuM i Bielika przez interfejs programistyczny pozwala wpiąć je w realne produkty, od chatbotów po analizę dokumentów. Wiele instytucji publicznych woli model, którego dane nie opuszczają kraju ze względów prawnych. Społeczność skupiona wokół SpeakLeash stale uzupełnia zbiory polskich tekstów, z których korzysta model.

Nie należy ich jednak traktować jako polskiego zamiennika ChatGPT jeden do jednego. Największe globalne modele wygrywają w rozumowaniu, kodzie i wiedzy encyklopedycznej, bo stoją za nimi miliardy dolarów i ogromne centra danych. Polski model jest raczej specjalistą od naszego języka, który bywa lepszy tam, gdzie liczy się poprawna, naturalna polszczyzna i kontrola nad danymi. W praktyce oba narzędzia mogą się uzupełniać, a nie tylko konkurować. Porównania pokazują, że w prostych zadaniach po polsku rodzimy model dorównuje większym modelom globalnym. Świadomość, że istnieje polska alternatywa, sama w sobie skłania firmy do testowania rodzimych rozwiązań.

Suwerenność, nie tylko modne słowo

Suwerenność językowa brzmi jak hasło, ale ma konkretne znaczenie. Gdy cała sztuczna inteligencja powstaje za granicą, decyzje o tym, jak model traktuje polski, podejmują inni. Globalne firmy mogą w każdej chwili zmienić model, podnieść ceny albo ograniczyć dostęp, a polscy użytkownicy nie mają na to wpływu. Własny model daje kontrolę nad tym, co się z danymi dzieje i czy polski język jest w systemie traktowany po partnersku, czy jako dodatek. Model rodzimy bywa tańszy w utrzymaniu przy dużej liczbie zapytań, bo nie ma opłat za każde wywołanie.

Warto też pamiętać, że model to nie tylko wagi, lecz także dane i infrastruktura. Państwo, które polega wyłącznie na zagranicznych modelach, uzależnia się od dostawcy tak, jak wcześniej od zagranicznego oprogramowania. Polskie modele są próbą zbudowania własnej alternatywy. Nawet jeśli dziś ustępują największym graczom, stanowią fundament, na którym można budować dalej, zamiast czekać, aż ktoś inny zdecyduje za nas, jak ma wyglądać sztuczna inteligencja po polsku. Bez takiego fundamentu trudno mówić o prawdziwej niezależności technologicznej kraju.

Który wybrać

Wybór zależy od zadania. Jeśli potrzebujesz szybkiej odpowiedzi na dowolne pytanie, globalny chatbot zwykle wystarczy. Jeśli zależy ci na naturalnej polszczyźnie, na danych, które nie opuszczają twojego serwera, albo na modelu, który możesz douczyć pod siebie, warto sięgnąć po polski model. Bielik można uruchomić lokalnie bez większych przeszkód, a PLLuM udostępnia wygodny interfejs przez internet. Oba dają się testować bez zobowiązań. Wystarczy wejść na ich strony i zadać kilka pytań, by samemu ocenić różnicę.

Najlepszym podejściem bywa łączenie obu światów. Globalny model do zadań wymagających największej mocy, polski tam, gdzie liczy się język i prywatność. Świadomość, że istnieje rodzima alternatywa, sama w sobie jest wartością. Nie chodzi o to, by polski model pokonał ChatGPT, lecz byśmy mieli wybór i nie musieli oddawać całego naszego języka w ręce zagranicznych gigantów. To rozsądny kompromis między surową mocą a pełną kontrolą nad danymi, do którego dojrzewa coraz więcej firm i instytucji publicznych.

Krótko mówiąc: polski model to nie konkurent, lecz uzupełnienie globalnych chatbotów. Sięgnij po niego, gdy liczy się naturalna polszczyzna, prywatność danych albo możliwość samodzielnego uruchomienia i douczenia. Globalne modele zostaw do zadań, w których potrzebna jest największa moc i wiedza ogólna. Najważniejsze, że dziś mamy wybór, a nie tylko jedno narzędzie zza oceanu, które decyduje, jak brzmi nasza sztuczna inteligencja. Bo ostatecznie chodzi o to, by język polski miał w sztucznej inteligencji swoje miejsce i swojego reprezentanta.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także

Może Cię zaciekawić