Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Podróże / artykuł
Podróże · 5 min czytania

Schronisko, które stoi z drewna zbieranego latami. Historia rodziny z Wetliny

Romuald Ostrowski przyjechał w Bieszczady w 1969 roku, jego żona Waleria przez 27 lat prowadziła Dom Wycieczkowy PTTK w Wetlinie, a ich wnuk Tomasz z żoną Agnieszką prowadzi dziś schronisko Pod Wysoką Połoniną. W tej rodzinie był też Olek.

Trawiaste połoniny w Bieszczadach o zachodzie słońca, ze ścieżką biegnącą grzbietem w stronę zamglonych gór

Dom, który stanął z drewna zbieranego latami

Wetlina leży w gminie Cisna, w powiecie leskim. W przewodnikach dostaje zwykle dwie linijki, a stoi w niej schronisko, które działa bez przerwy od jesieni 2012 roku, choć jego historia zaczyna się pół wieku wcześniej.

Nazywa się Pod Wysoką Połoniną i stoi w Starym Siole, na wysokości około 650 metrów.

Prowadzą je Tomasz i Agnieszka Ostrowscy. Przejęli gazdowanie od poprzedniego pokolenia i mają w tym miejscu swoich synów, czyli czwarte pokolenie tej rodziny w bieszczadzkiej turystyce.

Zaczęło się w 1969 roku

Romuald Ostrowski przyjechał w Bieszczady w 1969 roku i objął stanowisko nadleśniczego Wetlińskich Lasów, a w tym samym roku, późną jesienią, jego żona Waleria została gospodarzem Domu Wycieczkowego PTTK w Wetlinie.

Prowadziła go przez dwadzieścia siedem lat, od pierwszych lat po wojnie aż do połowy lat dziewięćdziesiątych, przez wszystkie zmiany ustrojowe i wszystkie zimy, kiedy do Wetliny nie dało się dojechać.

Najpierw z córką Krystyną, potem z synem Piotrem, którego wszyscy nazywali Niedźwiedziem. Tomasz urodził się w 1983 roku, już w schronisku, jako trzecie pokolenie Ostrowskich w tym miejscu, i dorastał tam razem z młodszą siostrą Michaliną i bratem Olkiem.

W 1996 roku Waleria Ostrowska po 27 latach gazdowania przeszła na emeryturę. Rodzina nie wyjechała. Nigdzie. Piotr założył Leśny Dwór, potem Piotrową Polanę, i tak trwało to dalej.

Drewno, które czekało na swoją kolej

Pomysł na nowy obiekt dojrzewał długo, a Piotr Ostrowski opisał to na stronie schroniska bez pośpiechu: szukali miejsca wśród domków Piotrowej Polany i w końcu znaleźli.

Nazwali je Pod Wysoką Połoniną.

Drewno na budowę zbierali latami. Cieszyło oko, zanim cokolwiek z niego powstało. Budowa ruszyła wiosną 2010 roku, a jesienią 2012 przyjęli pierwszych wędrowców. Tomasz, najstarszy syn, w tym czasie wrócił do Wetliny po nauce w dużym mieście.

Dziś to on z żoną Agnieszką prowadzi schronisko.

Strona domu mówi, że kontynuują wetlińskie turystyczne tradycje rodziny Ostrowskich. To zdanie brzmi jak z folderu reklamowego, dopóki nie policzy się lat: trzy pokolenia, ponad pół wieku i jedna wieś.

Wydeptany szlak turystyczny na połoninie w Bieszczadach, widok na trawiaste grzbiety we mgle
Wetlina leży w gminie Cisna, w powiecie leskim. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z 1580 roku.

Wetlina, która była wcześniej

Sama Wetlina ma historię dłuższą niż schronisko. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z 1580 roku, a lokowano ją na prawie wołoskim, czyli na tym samym prawie, na którym powstała większość osad w tej części Karpat, zakładanych przez pasterzy wędrujących grzbietami z Wołoszczyzny.

W 1945 roku wieś spalono, a jej mieszkańców wysiedlono.

To nie jest ozdoba tej historii, tylko fakt, bez którego Bieszczady wyglądają jak puste góry gotowe na przyjęcie turystów. Ktoś musiał w te puste góry przyjechać i zacząć od nowa. Ostrowscy przyjechali w 1969 roku i są tam do dziś, co w przypadku bieszczadzkiej turystyki nie jest wcale regułą.

Olek

W tej rodzinie był jeszcze Aleksander, dla wszystkich Olek. Urodził się w Wetlinie 11 stycznia 1988 roku, a na nartach zaczął jeździć w wieku trzech lat.

W 2007 roku został ratownikiem Grupy Bieszczadzkiej GOPR, rok później skończył liceum w Ustrzykach Dolnych, a potem wyjechał do Krakowa na geografię na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie wspinał się już nie tylko w Tatrach, ale i w alpach, i skąd wracał w Bieszczady na każde wezwanie GOPR.

Wspinał się i zjeżdżał: Mont Blanc, Matterhorn, Großglockner, Szczyt Lenina, Kazbek. We wrześniu 2014 roku jako pierwszy Polak w historii zjechał na nartach z Czo Oju, ośmiotysięcznika, i zrobił to bez dodatkowego tlenu.

Za ten zjazd dostał w 2015 roku nagrodę Kolosa, a National Geographic uhonorował go tytułem Wyczynu Roku.

25 lipca 2015 roku zaginął na stoku Gaszerbrum II w Karakorum. Wraz z Piotrem Śnigórskim zrezygnowali z ataku szczytowego z powodu pogody i warunków śniegowych, i z wysokości około 7600 metrów próbowali zjechać na nartach do bazy.

Następnego dnia fundacja imienia Jerzego Kukuczki ogłosiła zakończenie poszukiwań. Powód: warunki pogodowe, trudny teren i brak śladów.

Ciała nie odnaleziono. Przyczyna śmierci pozostaje nieznana i nie ma podstaw, żeby dopowiadać ją po latach.

1 sierpnia 2015 roku w kościele Miłosierdzia Bożego w Wetlinie odprawiono mszę w jego intencji, a w listopadzie 2016 roku na Tatrzańskim Cmentarzu Symbolicznym odsłonięto tablicę jemu poświęconą.

Bieszczadzka Grupa GOPR organizuje Memoriał Olka Ostrowskiego. Pierwsza edycja odbyła się w 2016 roku w Ustrzykach Dolnych, druga rok później w Ustrzykach Górnych i Wetlinie.

Co zostaje po takim miejscu

Schronisko Pod Wysoką Połoniną ma trzydzieści miejsc noclegowych, jadłodajnię i wypożyczalnię sprzętu. Można tam przyjechać, zjeść i pójść spać, i to wszystko prawda.

Ale to nie jest odpowiedź na pytanie, po co o tym pisać.

Ostrowscy przyjechali w Bieszczady w czasach, gdy nie było tu ani dróg, ani gości, ani pomysłu na turystykę. Zostali. Wyprowadzili z tego miejsce, w którym ktoś dziś dostaje ciepły posiłek i łóżko.

Olek wyszedł z tego domu wysoko, wyżej niż większość ludzi kiedykolwiek, i nie wrócił. Nie ma sensu robić z tego morału. Jest po prostu częścią historii jednej rodziny z Wetliny, a ta historia wciąż trwa.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także