Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Dobre wiadomości / artykuł
Dobre wiadomości · 5 min czytania

3 200 żółwi morskich wróciło do morza. 59 lat pracy jednej rodziny

Na plaży w Nautla wolontariusze otworzyli wiadra i 3 200 małych żółwi ruszyło w stronę morza. Za tym obrazkiem stoi 59 lat rodzinnej pracy, rozpoczętej przez rybaka, który po prostu nie chciał patrzeć, jak kłusownicy opróżniają gniazda.

Młody żółw morski pełznie po piasku w stronę oceanu; w tle fale i linia horyzontu
Dłonie ostrożnie podtrzymują małego żółwia morskiego na plaży
Gniazda przenosi się i pilnuje do wylęgu. Wolontariusze z El Raudal robią to od 1967 roku.

Trzy tysiące żółwi ruszyło do wody

Kilkunastu wolontariuszy stało ramię w ramię na plaży w północnym Veracruz, każdy z wiadrem pełnym małych żółwi, i Ricardo Yépez, syn założycieli fundacji, powiedział kilka słów, po których wszystko ruszyło.

Żółwie poszły do morza. Było ich od 3 200 do 3 500.

To nie liczba z raportu rocznego, wyciągnięta po miesiącach sprawozdań, tylko wynik nocy spędzonych na plaży, patroli, przenoszenia gniazd i czekania przy nich do wylęgu, o którym ludzie z fundacji mówią bez patosu: po prostu robota, którą trzeba było odwalić.

Yépez opublikował nagranie w mediach społecznościowych. Mówił o zwieńczeniu nieprzespanych nocy i o tym, że żółwie wracają do oceanu bez krzywdy. Ktoś napisał pod nim: „Gratulacje z okazji 59 lat! Mówisz, że to łatwe, ale to praca całego życia.”

Zaczęło się od rybaka, który nie chciał patrzeć

El Raudal to mała osada rybacka w gminie Nautla. Dom Yépezów stał między morzem a nadbrzeżną drogą, a na plażę przed nim podchodziło pięć z siedmiu gatunków żółwi morskich, jakie żyją na świecie.

Rok 1967.

Rybak Marcelino Yépez i jego żona Librada Gerón Domínguez patrzyli, jak kłusownicy opróżniają gniazda. Jaja zbierano masowo, mięso szło na sprzedaż. Nikt tego nie kontrolował.

Marcelino i Librada zaczęli patrolować plażę, przenosili gniazda tam, gdzie nikt ich nie rozdeptał, i pilnowali ich do wylęgu, a Librada dostała przydomek Mama Turtle, Mama Żółw.

Minęło 59 lat. Fundacja Yepez A.C. działa w tym samym miejscu i zatrudnia okolicznych ludzi. Nosi nazwisko założyciela i prowadzi ją najstarszy syn, Ricardo. Ten sam, który jako siedmiolatek nauczył się czytać ślady na piasku, żeby znaleźć ojca na plaży.

Dlaczego trzeba było interweniować

Sierpień 2026. Na plaży w Nautla znaleziono martwą ciężarną żółwicę zieloną. Lokalne media podały, że zwierzę zginęło przez kontakt z ludźmi. Yépez wystosował apel do turystów: dajcie żółwiom przestrzeń.

To nie pojedynczy wypadek, bo ludzie podchodzą do żółwi, dotykają ich, wchodzą na gniazda, a na plażach turystycznych jaja są rozdeptywane albo rozkopywane. Żółwica składa jaja raz na kilka lat.

Każda taka strata boli podwójnie.

Wolontariusze zrobili to, co robią od pół wieku: wzmocnili nocne patrole, wyznaczyli chronione miejsca i przenieśli zagrożone gniazda do zagrodzeń. Efekt przyszedł 30 sierpnia.

Dziś na tym odcinku wybrzeża gniazda są przenoszone, oznaczane i pilnowane, a informacje o zagrożonych gniazdach spływają do fundacji od samych mieszkańców. To już nie jest sprawa jednej rodziny.

Żółw zielony płynie pod wodą nad kamienistym i koralowym dnem
Żółw zielony w 2025 roku awansował na liście IUCN z „zagrożony” na „najmniejszej troski”.

Żółwie wracają. To druga dobra wiadomość

Historia z Veracruz nie jest odosobniona. W październiku 2025 roku Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) zmieniła status żółwia zielonego z „zagrożony” na „najmniejszej troski”. Ten sam gatunek, którego martwą samicę znaleziono w Nautla.

IUCN rzadko przesuwa gatunek o dwie kategorie naraz, a tu tak się stało: populacja żółwia zielonego wzrosła o jakieś 28% od lat 70., bo zadziałały reformy w połowach sieciowych i pięć dekad ochrony plaż lęgowych.

Sześć z siedmiu gatunków żółwi morskich jest nadal zagrożonych.

Ochrona działa, ale pod jednym warunkiem: musi trwać długo i być lokalna. W El Raudal trwa 59 lat.

Co z tego zostaje

Wniosek z tej historii nie dotyczy żółwi, tylko pracy, która naprawdę coś zmienia: jeden rybak, jedna plaża, jedno gniazdo pilnowane przez noc.

Potem kolejna noc. Kolejny rok. Kolejne pokolenie.

3 200 żółwi w morzu to konkretna liczba. Za nią stoi coś, czego policzyć się nie da: 59 lat obecności na jednym odcinku plaży, na który kłusownicy i turyści wracają bez przerwy.

Yépez mówił, że brakuje mu słów, żeby podziękować ludziom, którzy dzwonią, ostrzegają i biorą odpowiedzialność za swoje plaże. Jego rodzina robi dokładnie to samo. Od 1967 roku.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także