Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Podróże / artykuł
Podróże · 7 min czytania

Odbudowa domów po trzęsieniu ziemi. Atlas, trzy lata później

Ponad 54 tysiące domów odbudowanych, siedem miliardów dirhamów wypłaconej pomocy i plan na sto dwadzieścia miliardów. W liczniku wszystko się zgadza, dopóki nie stanąć w wiosce, w której rodzina trzecią zimę spędza w namiocie.

Arhbalou w Atlasię Wysokim — wioska w regionie Al Haouz, dotkniętym trzęsieniem
Drzewa w Arhbalou — krajobraz Atlasu Wysokiego po trzęsieniu ziemi

Wieś, która przez chwilę była epicentrum

Marrakesz dzieli od Ighil siedemdziesiąt trzy kilometry w linii prostej. To wystarczająco dużo, żeby turyści na Dżemaa el-Fna nie poczuli niczego, i wystarczająco mało, żeby fala dotarła do medyny. Trzęsienie przyszło ósmego września 2023 roku o dwadzieścia trzy jedenaście czasu lokalnego, w prowincji Al Haouz, w Atlasię Wysokim, w okolicy Oukaïmeden. Magnituda to 6,8 według USGS i 6,9 Mw według Wikipedii. Zginęło blisko trzy tysiące osób: dwa tysiące dziewięćset czterdzieści sześć według USGS, dwa tysiące dziewięćset sześćdziesiąt według Wikipedii i Deutsche Welle. Straty oszacowano na około siedem miliardów dolarów, a uszkodzonych zostało blisko sześćdziesiąt tysięcy domów.

Trzy lata po katastrofie najświeższy urzędowy odczyt pochodzi z marca 2026 roku. Agencja Rozwoju Atlasu Wysokiego (ADHA) podała wtedy 54 425 domów odbudowanych albo wyremontowanych oraz ponad trzy tysiące w budowie. Tę liczbę powtarzały media na trzecią rocznicę, bo nowszej po prostu nie ma. Do rodzin trafiło ponad siedem miliardów dwieście milionów dirhamów pomocy, z czego cztery i siedem dziesiątych miliarda na odbudowę i rehabilitację, a ponad dwa i pół miliarda jako pomoc doraźna dla więcej niż sześćdziesięciu trzech tysięcy rodzin. Kwota brzmi poważnie, dopóki nie porównać jej z budżetem ogłoszonym we wrześniu 2023 roku.

Sto dwadzieścia miliardów w planie, siedem w wypłatach

Program odbudowy ogłoszono dwudziestego września 2023 roku, dwanaście dni po trzęsieniu. Obejmował sześć prowincji i około czterech milionów dwustu tysięcy mieszkańców. Budżet wynosił co najmniej sto dwadzieścia miliardów dirhamów na lata 2024–2028, czyli mniej więcej jedenaście i siedem dziesiątych miliarda dolarów. Rodziny, którym zawalił się dom, miały dostać sto czterdzieści tysięcy dirhamów, te z domem częściowo zniszczonym osiemdziesiąt tysięcy, a przez rok dodatkowo dwa tysiące pięćset dirhamów miesięcznie. Różnica między tymi liczbami to sedno sprawy: sto dwadzieścia miliardów to plan na pięć lat, a kilka miliardów to pomoc faktycznie wypłacona z tego planu.

Prosta arytmetyka pokazuje, że tempo tego etapu jest już bardzo niskie. W listopadzie 2025 roku minister Fatima Ezzahra El Mansouri mówiła w Izbie Reprezentantów o 53 648 domach gotowych i prawie 58 900 wydanych pozwoleniach na budowę. W marcu 2026 roku licznik zatrzymał się na 54 425. Siedemset siedemdziesiąt siedem domów w cztery miesiące, czyli niespełna dwieście miesięcznie. Rok wcześniej prowincja Al Haouz meldowała 91,33 procent zaawansowania i deklarowany cel dziewięćdziesięciu trzech procent do końca września.

Dlaczego licznik zwolnił

Rachunek nie jest prosty i nie chodzi o to, żeby komukolwiek udowadniać złą wolę. Stawianie domu w górach na tysiąc ośmiuset metrach zajmuje więcej czasu niż w dolinie, a ekipy muszą czekać na drogi, wodę i prąd. Do tego dochodzą pozwolenia, sporne granice działek i normy sejsmiczne, których wcześniej w tych wioskach zwyczajnie nie stosowano. Powolny koniec jest wpisany w taki proces, ale faktem pozostaje, że krzywa wyraźnie się wypłaszczyła. Kilometr drogi wycenionej w programie i kilometr drogi przejezdnej to dwie różne rzeczy, zwłaszcza gdy zimą spada śnieg albo gdy osunięcie zabiera właśnie to, co zbudowano.

Trudność polega na tym, że pieniądze są wypłacane według harmonogramu, a domy stoją według tego, czy w wiosce jest droga. Rodzina, która ma przelew, ale nie ma dostępu do materiałów, nie zbuduje niczego szybciej. Pracownik agencji rozlicza dokumenty i zamyka sprawę w systemie, nawet jeśli budowa zatrzymała się na etapie fundamentów. Kilometr drogi wycenionej w programie i kilometr drogi przejezdnej to dwie różne rzeczy, zwłaszcza gdy zimą spada śnieg albo gdy osunięcie zabiera to, co właśnie zbudowano.

Jaskinie w górach Atlas — tradycyjne schronienia

Europa wykłada miliard euro

Europejski Bank Inwestycyjny zadeklarował na odbudowę łącznie miliard euro, a drugą transzę pięciuset milionów euro, czyli około pięciu i czterech dziesiątych miliarda dirhamów, uruchomił w Rabacie piątego czerwca 2026 roku. Pieniądze rozliczane są przez ADHA i mają iść na drogi, szkoły oraz placówki ochrony zdrowia, według podwyższonych norm sejsmicznych i energetycznych. Bank podkreśla, że finansowanie jest gwarantowane przez Unię Europejską. To nie prezent, bo kredyt trzeba spłacić, a instytucja, która go udziela, ma własny kalendarz i własne wymagania sprawozdawcze.

Z zewnątrz pieniądze wyglądają jak rozwiązanie, a w środku są dokumentem, który ktoś musi wypełnić. Kredyt na drogi wymaga drogi, żeby nim dojechać, więc bank uruchamia kolejne transze według postępu prac, a ten wygląda lepiej na papierze niż w górach. Pozostaje pytanie, którego nikt publicznie nie zadaje: czy miliard euro zmienia tutaj cokolwiek poza tempem, w jakim wypełnia się wnioski. Odpowiedź zależy od tego, czy infrastruktura dotrze przed następnym trzęsieniem, czy po nim. W tym roku w Atlasię liczy się jedna data: czy zima zaskoczy kogoś w namiocie, czy nie.

Ighermane ma dach, Azgour czeka

Pomoc nie rozłożyła się równo, choć program obejmował te same zasady dla wszystkich. W Ighermane wsię odbudowano niemal w całości, a wsparcie dostało sto czternaście z około stu pięćdziesięciu rodzin. W Azgour pomoc trafiła do siedemdziesięciu sześciu rodzin, a pięćdziesiąt sześć wciąż na nią czeka. Jeden z mieszkańców od trzech lat bez skutku walczy o pieniądze, bo urzędnicy kwestionują jego zameldowanie. To nie jedna zła decyzja urzędnika w jednej wiosce, bo mieszkańcy obu miejscowości startowali z tym samym wnioskiem i tymi samymi kryteriami.

Równość w tym wydaniu znaczy, że przepis jest taki sam, a efekt jest inny. Sprawa meldunku brzmi jak formalność, dopóki nie uświadomić sobie, że w wielu z tych wiosek ludzie nie mieli dokumentów potwierdzających tytuł do ziemi po rodzicach i dziadkach. Budowali tam, gdzie budowali ich ojcowie, bez aktu notarialnego, bo przez dziesięciolecia nikt tego aktu od nich nie wymagał. Dowód, którego urząd żąda, w górach nigdy nie istniał. Tak wygląda mechanizm, w którym formalnie równe traktowanie odtwarza nierówność, którą ma naprawić.

Transparency Maroc opublikowała w lutym 2026 roku drugi raport swojego obserwatorium programu odbudowy, oparty na badaniu terenowym czterystu pięćdziesięciu czterech gospodarstw domowych w prowincjach Al Haouz i Chichaoua. Organizacja wskazuje opóźnienia, nierówność pomocy, rozdrobnienie zarządzania i niepełne dane, a komunikaty rządowe opisuje jako mocno wyprzedzające to, co widać w terenie. Dwa tygodnie później wezwała do śledztwa w sprawie programu. Zarzut dotyczy więc nie tylko pieniędzy, ale też sposobu, w jaki państwo opowiada o własnych sukcesach.

Osobny problem dotyczy tych, którzy odbudowali dom w nowym miejscu, na nowej działce. Deklarowane kryterium wyboru lokacji mówi o bezpieczeństwie, a praktyka pokazuje, że bezpieczna działka bywa pozbawiona przyłączy. Woda i prąd zostały tam, gdzie stał stary dom, i podłączenie ich od nowa wymaga decyzji, na które nikt nie ma czasu ani budżetu. Z perspektywy urzędu to skończona sprawa i kolejny punkt w statystyce. Z perspektywy rodziny to dom bez kuchni, w którym nie da się ugotować obiadu, bo w kranie nie ma wody, a w kontakcie nic nie działa.

Namioty, ziemia i beton. Co zostaje po trzech latach

Trzy lata po trzęsieniu część ocalałych nadal mieszka w namiotach. Dwóch niezależnych dziennikarzy opisuje to samo: rodziny w prowizorycznych schronieniach, z przerwanym dostępem do wody i prądem z zużytych paneli słonecznych, bez podstawowych usług. Nikt nie podaje jednej liczby. Wiadomo tylko, że nie chodzi o dziesiątki osób, a o wioski, o których nikt nie napisał, bo nie ma tam już nic do sfilmowania. Drewno na kolejną zimę zwozi się w październiku, nie w grudniu, i tego terminu nie przesunie żaden urząd.

Obozowisko pod Marrakeszem zniknęło z widoku, zanim zniknęli jego mieszkańcy. Telewizja przestaje przyjeżdżać, gdy nie ma już czego pokazać, a urzędowy licznik rośnie niezależnie od tego. Jedna z rozmówczyń niemieckiej telewizji powiedziała wprost, że nikt o nich nie pamiętał. Trzecią rocznicę spędziła w namiocie postawionym na tej samej działce, na której stał jej dom sprzed trzęsienia. W statystyce jej rodzina prawdopodobnie figuruje jako objęta pomocą, bo pomoc doraźną dostawała. W rzeczywistości jej dom to nadal plandeka naciągnięta na drewniane żerdzie.

W Atlasię Wysokim budują z tego, co jest pod ręką: ziemi ubijanej, kamienia, cegły suszonej na słońcu. Te domy sypały się masowo, i stąd najprostszy wniosek, że winna jest tradycja, a ratunkiem beton. Ten wniosek jest wygodny, ale mylący. W tym samym trzęsieniu słabo wypadły konstrukcje betonowe stawiane bez zbrojenia i bez nadzoru, a architektura ziemna w wersji dobrze wykonanej zachowała się lepiej, niż sugeruje jej opinia. Problemem nie był materiał, a brak jakiegokolwiek policzonego wzmocnienia: pionowe pęknięcia bez zszycia, ściany bez przewiązania, brak wieńców.

Nic więc dziwnego, że powstało zapotrzebowanie na trzecią drogę: dom ziemny, ale wzmocniony i policzony przez inżyniera. Architektka Salima Naji prowadzi taką pracę razem z inżynierem sejsmicznym Aliou Bah, łącząc techniki miejscowe z normami antysejsmicznymi. Dla rodzin z tych wiosek dom nie jest tylko dachem nad głową, ale gwarancją, że ludzie zostaną tam, gdzie są, i nie wyjadą do miasta, które ma już dość taniej siły roboczej. Odbudowa z materiału miejscowego zatrzymuje też pieniądze w regionie, bo glina i kamień nie przyjeżdżają ciężarówką z Casablanki, a rzemieślnicy z doliny mają zajęcie.

Trzy lata po katastrofie Atlas nie jest placem budowy ani pustkowiem. To region, w którym ponad pięćdziesiąt tysięcy domów zostało odbudowanych lub wyremontowanych, siedem miliardów dirhamów pomocy trafiło do rodzin, a plan na sto dwadzieścia miliardów do 2028 roku wciąż obowiązuje na papierze. Pod tym, co gotowe, wciąż leży cienka warstwa tego, co nie gotowe do niczego: namioty, wnioski bez meldunku, domy bez przyłączy i wioski odcięte zimą. Nikt nie ogłosi końca odbudowy, bo takiego dnia nie ma w kalendarzu. Będzie tylko kolejny raport, w którym liczba wzrośnie o kilkaset.

Ile jest naprawdę, nikt uczciwie nie powie. Żadna z liczb krążących po mediach nie mówi wprost, ile z tych 54 425 domów powstało od fundamentu, a ile to remonty i rehabilitacja. Nie ma też datowanego odczytu na wrzesień 2026 — dziennikarze na trzecią rocznicę cytują dane marcowe, bo nowszych nikt nie opublikował. Licznik, który przyrasta siedemset siedemdziesiąt siedem domów na cztery miesiące, wygląda dobrze wyłącznie na wykresie. Dwie liczby warto zapamiętać razem: 54 425 i sto dwadzieścia miliardów, jedna mówi o tym, co jest, druga o tym, co miało być.

W każdym takim bilansię widać w końcu nie politykę, a zwykłą kolejność zdarzeń: najpierw pomoc doraźna, potem projekt, przetarg, budowa, a na końcu licznik. Kto przeżył pierwszą zimę w namiocie, ten wie, że kalendarz urzędu i kalendarz gór nie chodzą w tym samym tempie. Atlas pozostanie miejscem, w którym odbudowa jeszcze przez dwa lata będzie trwała, choćby licznik przestał rosnąć. Za rok znowu ktoś policzy domy i znowu okaże się, że różnica między dwoma odczytami jest mniejsza, niż ktokolwiek chciałby przyznać.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także