Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Podróże / artykuł
Podróże · 8 min czytania

Çatalhöyük: miasto bez ulic z wejściami przez dachy

W Turcji stoi osada starsza niż piramidy, w której nie było ulic, a do domów wchodziło się przez dachy. Opowiadamy o Çatalhöyük.

Çatalhöyük: miasto bez ulic z wejściami przez dachy

Osada starsza niż faraonowie

Çatalhöyük to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych świata, leżące w środkowej Turcji, na równinie Konya. Ta neolityczna osada istniała mniej więcej między 7500 a 5700 rokiem przed naszą erą, czyli starsza jest niż egipskie piramidy i pierwsze miasta Mezopotamii. Mieszkało w niej jednocześnie nawet kilka tysięcy ludzi, co jak na tamte czasy było liczbą ogromną. To, co zaskakuje w Çatalhöyük, to nie sam wiek, lecz sposób, w jaki osada była zorganizowana, niemający odpowiednika w późniejszych miastach.

Wbrew nazwie Çatalhöyük nie było miastem w dzisiejszym rozumieniu, lecz gęsto zabudowaną osadą, w której domy przylegały do siebie ściana w ścianę. Nie prowadziły między nimi ulice, place ani ścieżki. Mieszkańcy poruszali się po dachach, które tworzyły coś w rodzaju wspólnego, uniesionego poziomu wioski. To nietypowe rozwiązanie fascynuje archeologów od dekad, bo burzy wyobrażenie o tym, jak musiało wyglądać życie pierwszych stałych społeczności rolniczych.

Domy zbite bez ulic

Domy budowano z suszonej cegły mułowej, wzmacnianej drewnianymi belkami, i stawiano tak ciasno, że między nimi nie zostawało wolnego miejsca. Gdy jeden dom się starzał albo walił, nowy wznoszono dokładnie na jego miejscu, warstwa po warstwie. Przez stulecia osada rosła więc w górę jak kopiec, od którego wzięła nazwę, bo Çatalhöyük znaczy kopiec rozwidlony. Taka zabudowa oznaczała, że sąsiadów dzieliła tylko wspólna ściana, a prywatność wyglądała zupełnie inaczej niż dziś.

Brak ulic nie był przypadkiem, lecz wyborem wynikającym z potrzeby bezpieczeństwa i spójności wspólnoty. Zwarta struktura bez przejść utrudniała wtargnięcie obcym i trzymała grupę razem. Wszystko, co potrzebne do życia, działo się wewnątrz: gotowanie, spanie, praca i rytuały. Taki model osadnictwa pokazuje, że pierwsi rolnicy wcale nie musieli od razu wytyczać ulic, by żyć w dużej, zorganizowanej społeczności.

Wejście przez dach

Do domu wchodziło się przez otwór w dachu, po drabinie albo wykutych w ścianie stopniach. Nie było drzwi na poziomie gruntu, bo i nie było ulic, do których mogłyby prowadzić. Otwór w dachu pełnił jednocześnie funkcję wejścia i komina, którym uchodził dym z paleniska. Życie toczyło się więc między dwoma poziomami: ciemnym wnętrzem domu a nasłonecznionym dachem, na którym suszono plony i spędzano czas z sąsiadami. Ten dwoisty podział to jeden z najbardziej charakterystycznych rysów Çatalhöyük.

Wnętrza domów były zaskakująco dopracowane. Ściany bielono wapnem i często zdobiono malowidłami, a pod podłogą urządzano platformy do spania i pracy. Wszystko w jednym pomieszczeniu: kuchnia, sypialnia i warsztat, bez wydzielonych pokoi. Meble stanowiły wzniesione platformy, pod którymi składano zmarłych. Ten brak podziału na izby mówi wiele o tym, jak pierwsi rolnicy rozumieli dom: jako wielofunkcyjną, wspólną przestrzeń, a nie ciąg oddzielnych pokoi.

Życie i śmierć pod podłogą

Najbardziej zaskakujący zwyczaj Çatalhöyük dotyczy pochówków. Zmarłych grzebano pod podłogami domów, często w pozycji skurczonej, blisko paleniska i platform, na których żyli domownicy. Ciała bywały z czasem przesuwane, a niektóre czaszki oddzielano i przekazywano dalej, pokrywane gliną i malowane, jakby zmarli wciąż uczestniczyli w życiu rodziny. Dla mieszkańców granica między światem żywych i umarłych była więc płynna, a dom łączył oba te światy w jednym miejscu.

Ten obyczaj tłumaczy się przywiązaniem do miejsca i ciągłości rodu. Chowając bliskich pod podłogą, wspólnota trzymała ich przy sobie i podkreślała, że dom należy do całej linii pokoleń, a nie tylko do obecnych mieszkańców. Archeolodzy odnajdują w jednym domu kolejne warstwy pochówków, co świadczy o tym, że praktykę kontynuowano przez długi czas. To jeden z tych szczegółów, które czynią Çatalhöyük tak cennym dla zrozumienia, jak myśleli ludzie sprzed dziewięciu tysięcy lat.

Malowidła i symbole

Ściany wielu domów pokrywają malowidła i reliefy, które należą do najstarszych znanych dzieł sztuki. Widać na nich sceny polowań, sylwetki zwierząt, a także wyobrażenia, które badacze wiążą z rytuałami. Osobne miejsce zajmują tak zwane sępy, ukazywane nad pozbawionymi głów ciałami, co część naukowców tłumaczy praktykami pogrzebowymi. Znajdowano też figury kobiece z gliny, w tym słynną figurę siedzącej kobiety, wokół której toczyły się spory o rolę kobiet i kult płodności.

Sztuka Çatalhöyük nie była ozdobą, lecz częścią codziennego i rytualnego życia. Malowidła odnawiano, zamalowywano i nakładano na nowe, a zwierzęce rogi i czaszki wmurowywano w ściany i platformy. Wiele wskazuje, że dom był nie tylko mieszkaniem, ale i miejscem obrzędów, które scalały wspólnotę. Dla badaczy to bezcenne świadectwo, jak pierwsi rolnicy wyobrażali sobie świat i jak łączyli pracę z wierzeniami w jednej, ciasnej przestrzeni.

Mellaart, Hodder i spory

Çatalhöyük odkryto i rozsławiono w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku za sprawą brytyjskiego archeologa Jamesa Mellaarta. Jego wykopaliska ujawniły skalę osady i wywołały falę zainteresowania, ale część interpretacji Mellaarta budziła wątpliwości, a jego karierę przerwał skandal związany z nieudokumentowanymi znaleziskami. Od lat dziewięćdziesiątych badania prowadzi Ian Hodder, który z nowoczesnymi metodami wrócił na stanowisko i znacznie pogłębił wiedzę o tym miejscu.

Spory o Çatalhöyük trwają do dziś i dotyczą podstawowych pytań. Czy osada była egalitarna, czy miała elity? Jaką rolę odgrywały w niej kobiety i religia? Czy w ogóle można nazwać ją miastem, skoro nie miała ulic ani administracji? Każda odpowiedź otwiera kolejne pytania, a stanowisko wciąż dostarcza nowych odkryć. To właśnie czyni Çatalhöyük tak fascynującym: jest jednym z niewielu miejsc, gdzie można zajrzeć w codzienność ludzi sprzed dziewięciu tysięcy lat i zobaczyć, jak mało z niej rozumiemy.

Archeolodzy podkreślają, że Çatalhöyük nie miało także widocznych śladów hierarchii, co odróżnia je od późniejszych miast. Nie znaleziono tam ani pałaców, ani świątyń wyraźnie górujących nad resztą, ani domów wyraźnie bogatszych od sąsiednich. To skłania część badaczy do tezy, że osada była w dużej mierze egalitarna, a decyzje podejmowano wspólnie. Jeśli tak, byłby to fascynujący kontrast wobec obrazu pierwszych miast jako miejsc, w których od razu wykształciły się elity i władza.

Wiele wskazuje też na to, że mieszkańcy Çatalhöyük łączyli rolnictwo z łowiectwem i zbieractwem, zamiast polegać wyłącznie na uprawach. Wśród znalezisk są kości dzikich zwierząt, co pokazuje, że polowanie wciąż odgrywało rolę w zaopatrzeniu. Uprawiano zboża i hodowano owce, ale menu uzupełniały dzikie rośliny i zdobycz. Taka mieszana gospodarka była prawdopodobnie elastyczna i pozwalała przetrwać lata, w których plony zawodziły.

Dla zwiedzającego Çatalhöyük pozostaje dziś przede wszystkim stanowiskiem badawczym, a nie pełnym miastem do obejrzenia. Nad wykopaliskami wzniesiono osłony, a część znalezisk trafiła do muzeów, między innymi do Muzeum Cywilizacji Anatolijskich w Ankarze. Mimo to samo miejsce robi wrażenie skalą i tym, jak wiele jeszcze kryje pod ziemią. To jeden z tych punktów na mapie, które zmieniają sposób myślenia o tym, jak zaczynało się osiadłe życie człowieka.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także

Może Cię zaciekawić