Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Podróże / artykuł
Podróże · 8 min czytania

Dlaczego w Himalajach jest zimno, skoro są blisko słońca

Im wyżej, tym bliżej słońca, a jednak szczyty Himalajów skute są lodem. Wyjaśniamy, dlaczego na górskich szczytach panuje wieczny mróz, choć słońce świeci tam mocniej.

⚡TL;DRstreszczenie w 60 sekund▾
Mróz na szczytach Himalajów to skutek tego, jak zachowuje się rozrzedzone powietrze, a nie braku słońca. Temperatura spada średnio o 6,5 stopnia na każdy kilometr wysokości. Rzadsze powietrze słabiej zatrzymuje ciepło, a bliskość słońca tego nie rekompensuje. Śnieg i lód dodatkowo odbijają większość światła. Na ośmiotysięcznikach temperatura potrafi spaść poniżej minus 40 stopni.
Ośnieżona dolina u podnóża wysokich szczytów Himalajów

Paradoks wysokości i słońca

Na pierwszy rzut oka wydaje się sprzeczne, że wysokie góry są mroźne, skoro ich szczyty znajdują się bliżej słońca. Różnica kilku tysięcy metrów to jednak ułamek procenta dystansu dzielącego Ziemię od naszej gwiazdy, więc nie ma praktycznego znaczenia. Słońce nie ogrzewa gór bezpośrednio silniej tylko dlatego, że są one trochę wyżej. Decydującym czynnikiem jest coś zupełnie innego, mianowicie zachowanie się powietrza na dużych wysokościach. Spadek temperatury da się zaobserwować nawet podczas wjazdu kolejką na pobliskie niższe szczyty.

To właśnie atmosfera, a nie odległość od słońca, decyduje o tym, jak ciepło jest przy powierzchni. Powietrze działa jak niewidzialna kołdra, która zatrzymuje ciepło wypromieniowane przez ziemię. Im wyżej się wspinamy, tym tej kołdry jest mniej, bo ciśnienie i gęstość powietrza szybko maleją. Mniej powietrza oznacza słabszą izolację, więc ciepło ucieka w kosmos znacznie łatwiej niż na nizinach. Piloci i meteorolodzy posługują się tą zależnością na co dzień przy planowaniu lotów. Rozrzedzenie powietrza na wysokości powoduje też duszności i wymaga aklimatyzacji organizmu.

Spadek temperatury z każdym kilometrem

Zjawisko, o którym tu mowa, nazywa się gradientem termicznym atmosfery i ma konkretną, mierzalną wartość. Średnio temperatura powietrza spada o około sześć i pół stopnia na każdy kilometr wznoszenia. To oznacza, że szczyt na wysokości ośmiu kilometrów chłodzi się o kilkadziesiąt stopni względem położonej u stóp doliny. Dlatego nawet w tropikach wysokie wulkany i góry mają wierzchołki pokryte śniegiem i lodem. Białe pola śnieżne potrafią odbijać nawet osiemdziesiąt procent padającego światła. Górskie stacje meteorologiczne notują na szczytach temperatury rzadko przekraczające zero latem.

Wartość ta bywa różna w zależności od wilgotności powietrza i pory roku, ale ogólna zasada jest nieubłagana. Im wyżej, tym zimniej, i to bez względu na to, jak mocno przygrzewa słońce. Wspinacze doskonale znają ten efekt, bo każdy kolejny obóz zakładają w coraz chłodniejszym otoczeniu. Utrata ciepła na wysokości jest jednym z głównych wyzwań, z którym mierzą się wyprawy w najwyższe góry świata. Efekt chłodzenia z wysokością tłumaczy, czemu ośnieżony bywa nawet Kilimandżaro leżący niemal na równiku.

Rozrzedzone powietrze i mniej ciepła

Na dużych wysokościach powietrze jest rozrzedzone, co oznacza, że w danej objętości znajduje się znacznie mniej cząsteczek gazu. Rzadsze powietrze ma mniejszą zdolność przenoszenia i magazynowania ciepła niż gęste masy powietrza na nizinach. Przez to powierzchnia wysokich gór traci energię szybciej, niż jest w stanie ją zatrzymać. Efekt jest podobny do tego, gdy okryjemy się cieńszą warstwą materiału zamiast grubej kołdry. Spadek temperatury da się zaobserwować nawet podczas wjazdu kolejką na pobliskie niższe szczyty.

Dodatkowo rozrzedzone powietrze słabiej pochłania także promieniowanie słoneczne na niektórych wysokościach. Wszystko to sprawia, że mimo intensywnego słońca na grani temperatura pozostaje bardzo niska. Niefrasobliwy turysta potrafi więc jednocześnie doznać oparzeń słonecznych i odmrożeń, co na nizinach wydaje się niemożliwe. W górach te dwa zagrożenia idą ze sobą w parze, bo słońce grzeje mocno, a powietrze w ogóle nie gromadzi ciepła. Piloci i meteorolodzy posługują się tą zależnością na co dzień przy planowaniu lotów.

Śnieg i lód, które odbijają światło

Wysokie góry pozostają zimne także dzięki efektowi albedo, czyli zdolności odbijania promieni słonecznych przez jasne powierzchnie. Śnieg i lód odbijają większość padającego na nie światła, zamiast je pochłaniać, przez co nie nagrzewają się tak jak ciemna skała czy gleba. To tworzy samonapędzający się mechanizm: im więcej lodu, tym zimniej, a im zimniej, tym lód wolniej się topi. Białe wierzchołki działają więc jak lustra wyrzucające energię z powrotem w przestrzeń. Rozrzedzenie powietrza na wysokości powoduje też duszności i wymaga aklimatyzacji organizmu.

Wspinacze chronią się przed tym samym promieniowaniem, zakładając okulary pochłaniające światło odbite od śniegu. Bez nich oczy błyskawicznie nabawiłyby się ślepoty śnieżnej, czyli bolesnego poparzenia rogówki. To pokazuje, jak silne może być światło słoneczne na dużych wysokościach mimo panującego tam mrozu. Słońce świeci więc w Himalajach naprawdę mocno, ale nie jest w stanie ogrzać rozrzedzonego powietrza ani stopić wieloletniego lodu tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Białe pola śnieżne potrafią odbijać nawet osiemdziesiąt procent padającego światła.

Himalaje jako lodowa półka

Himalaje zawdzięczają swój lodowy charakter połączeniu wysokości, rozrzedzonego powietrza i obfitych opadów śniegu. Wysokie szczyty wystają wysoko ponad chmury, gdzie temperatury utrzymują się poniżej zera przez cały rok. Opady, które na nizinach spadłyby jako deszcz, na wysokości zamieniają się w śnieg i zasilają rozległe lodowce. Te lądolody magazynują wodę i przez stulecia kształtowały rzeźbę najwyższych gór planety. Górskie stacje meteorologiczne notują na szczytach temperatury rzadko przekraczające zero latem. Efekt chłodzenia z wysokością tłumaczy, czemu ośnieżony bywa nawet Kilimandżaro leżący niemal na równiku.

Dokładnie z tego samego powodu himalajskie szczyty są celem, a nie miejscem długiego zamieszkania. Stała obecność ludzi kończy się znacznie niżej, gdzie ciśnienie i temperatura pozwalają jeszcze normalnie funkcjonować. Wyżej funkcjonują jedynie krótkotrwałe obozy wspinaczkowe i ekspedycje, które liczą się z surowością warunków. Cała ta lodowa kraina istnieje dzięki prostym prawom fizyki atmosfery, a nie jakiejkolwiek magicznej bliskości słońca. Dla porównania na nizinach taka sama dawka promieniowania szybko podniosłaby temperaturę otoczenia o kilka stopni.

Wbrew pozorom słońce świeci na tych wysokościach wyjątkowo mocno, jednak rozrzedzone powietrze nie potrafi zatrzymać tego ciepła przy powierzchni gruntu.

Góry zimne zawsze, nie tylko w Himalajach

Prawa rządzące temperaturą w Himalajach obowiązują w każdym wysokim paśmie górskim na całym świecie. Andach, Alpach czy Kaukazie szczyty również pozostają skute lodem, choć leżą w różnych strefach klimatycznych. Wszędzie decyduje ten sam mechanizm: rozrzedzone powietrze i spadek temperatury wraz z wysokością. Różnice sprowadzają się głównie do szerokości geograficznej i ilości wilgoci, ale oś zjawiska pozostaje identyczna wszędzie na planecie. Turystyczne szlaki bywają zamykane zimą właśnie z powodu ekstremalnie niskich temperatur na graniach. Śnieg, który tam pada, gromadzi się przez całe lata i powoli zamienia w lodowiec, zasilając górskie rzeki.

Przewidywalność tego zjawiska ułatwia planowanie wypraw i prognozowanie warunków pogodowych w górach. Meteorolodzy potrafią dość dokładnie oszacować, jakiej temperatury spodziewać się na konkretnej wysokości, znając dane z nizin. Ta regularność wynika wprost z praw fizyki, a nie z lokalnych kaprysów klimatu. Dzięki temu zarówno wspinacze, jak i turyści mogą odpowiednio przygotować się do panującego na górze zimna, planując niezbędny ekwipunek już w dolinie. Wysokogórskie jeziora potrafią pozostawać zamarznięte przez większą część roku, nawet gdy niziny toną w upale. Ta regularność sprawia, że góry są przewidywalnym, choć wymagającym środowiskiem dla każdego, kto się w nie zapuszcza. To spostrzeżenie pomaga też zrozumieć, dlaczego śnieg potrafi zalegać w górach jeszcze długo po tym, jak doliny ogarnie wiosna.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także