Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Historia / artykuł
Historia · 7 min czytania

Kraków chciał zniknąć. Dwóch ludzi mu na to nie pozwoliło.

W 1810 roku cesarz rozkazał zrównać średniowieczne mury Krakowa z ziemią. Zaprotestował jeden senator. Osiemdziesiąt lat później wyburzono kościół, a Matejko zrzekł się honorowego obywatelstwa. Kraków ocalił tylko wycinek swojej przeszłości — i do dziś widać który.

Barbakan w Krakowie — fragment średniowiecznych murów obronnych ocalony decyzją Senatu z 13 stycznia 1817 roku

Miasto, które miało przestać być twierdzą

Na początku XIX wieku Kraków wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Otaczał go podwójny pierścień murów: wewnętrzny, ceglano-kamienny, wysoki na siedem metrów i szeroki na dwa i pół, oraz niższe przedmurze oddalone o jakieś dziewięć metrów. Przed nimi biegła fosa szeroka na sześć do dziesięciu metrów, wypełniona wodą z Młynówki Królewskiej. Do środka prowadziło siedem bram zamykanych na noc dębowymi wrotami i opuszczaną broną. Kto chciał wejść do środka po zmierzchu, musiał zdążyć przed zamknięciem wrót.

Ten system miał już jednak za sobą najlepsze czasy. Już od XVII wieku umocnienia niszczały, a szwedzkie najazdy obnażyły skalę zaniedbań. Mury, które przez stulecia chroniły miasto, zaczęły je dusić: blokowały rozwój, uniemożliwiały przeprowadzenie ulic na przedmieścia i zatrzymywały w środku zastałe powietrze. Dla nowych władców Krakowa — najpierw Austriaków, potem Rzeczypospolitej Krakowskiej — stały się przeszkodą, którą trzeba było usunąć. Kraków był wtedy miastem zamkniętym w sobie, a jego władcy patrzyli na to z niepokojem.

Rozkaz cesarza i fosa zamieniona w śmietnik

W latach 1810-1814 z rozkazu cesarza Franciszka I zasypano fosę i rozpoczęto rozbiórkę murów wraz z basztami. Decyzja nie była dziełem przypadku ani lokalnego sporu — nadeszła z Wiednia. Austriacki zaborca uznał, że miasto trzeba otworzyć i upiększyć, a kamień, cegła i drewno z rozbieranych fortyfikacji przydadzą się przy nowych inwestycjach. Do tego doszła kwestia wojskowa: starosta jasno przekazał, że cesarz nie życzy sobie ponownego barykadowania miasta. Mury miały chronić, a stały się balastem, który blokował miasto od wewnątrz.

Przez kolejne lata teren po fosie i wałach zamienił się w grząski, zaniedbany plac. Pełnił funkcję śmietniska i ujścia ścieków. Współcześni mu krakowianie patrzyli na to z mieszaniną bezradności i przekory — po mieście krążył dwuwiersz: Nie trzeba Moskali, bo samo się zwali. Przyjedźcie Francuzy, zobaczycie gruzy. Rozbiórka szła dalej, a wraz z nią znikały kolejne baszty, z których każda przez wieki opiekował się inny cech rzemieślniczy. Miasto traciło centrum, a nikt nie miał pomysłu, co postawić na miejscu fortyfikacji.

Senator, który mówił o wiatrach i spódnicach

W obronie murów stanął profesor Feliks Radwański — architekt, senator Wolnego Miasta i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego argumentacja nie odwoływała się wyłącznie do historii. Radwański pisał, że mury chronią przed wiatrami wiejącymi pod Kościół Mariacki od Kleparza. Niedobre to wiatry, bo smrody i śmieci znosić będą, a także bezbożnie podwiewać spódnice Paniom Matkom i Żonom. Zdanie to przeszło do historii, bo było zaskakująco skuteczne — i trudne do obalenia. Dziś brzmi to jak anegdota, ale w 1817 roku był to argument całkiem poważny.

Drugiego stycznia 1817 roku Radwański wystąpił na posiedzeniu Senatu Wolnego Miasta. Zgłosił votum separatum i przedstawił dokument, w którym uzasadniał potrzebę zachowania oraz odnowienia dawnych budowli obronnych. Jedenaście dni później, 13 stycznia 1817 roku, Senat Rzeczypospolitej Krakowskiej zdecydował o pozostawieniu dla potomnych fragmentów średniowiecznej fortyfikacji. Ocalał Barbakan, Brama Floriańska, około dwustu metrów murów i trzy baszty: Ciesielska, Stolarska oraz Pasamoników. Reszta przepadła. Trzy z kilkunastu baszt i krótki odcinek murów to wszystko, co przetrwało z tamtego systemu.

Planty, czyli park z rumowiska

Po zasypaniu fosy trzeba było coś zrobić z pustym, błotnistym pierścieniem wokół Starego Miasta. W 1820 roku podjęto decyzję o utworzeniu na tym obszarze ogrodów miejskich — plant. Nazwa wzięła się od splantowania, czyli wyrównania rumowisk. Sam pomysł i pierwsze pomiary geodezyjne należały znów do Radwańskiego. Krakowianie długo mówili jednak inaczej: Plantacye albo Plantacje, a park nazywano też miejskimi przechadzkami. Ziemię zwożono z okolicznych wzgórz, a prace trwały długie miesiące. Efekt widać do dziś, choć sami krakowianie długo nie mogli się przyzwyczaić do nowej nazwy.

Prace ruszyły w latach 1822-1830. Początkowo niwelowano teren i zasypywano fosę nawiezioną ziemią, potem obsadzano obszar drzewami — głównie kasztanowcami, obok których stanęły klony, lipy, jesiony i topole. Wyznaczano alejki, zakładano trawniki, kwietniki i place zabaw. Radwański nie doczekał końca: zmarł w 1826 roku, a kierownictwo robót przejął Florian Straszewski. W 1830 roku ustanowił fundację na utrzymanie Plant, co okazało się decyzją równie trwałą jak sam park. Kasztanowce do dziś są najbardziej charakterystycznymi drzewami tego parku.

Planty objęły pierścieniem również wzgórze wawelskie, na którego południowych stokach posadzono brzoskwinie i urządzono winnice. Te przetrwały do lat pięćdziesiątych XIX wieku, kiedy austriacka armia zaczęła przekształcać wzgórze w cytadelę i koszary. Park stał się miejscem spacerów, spotkań towarzyskich i uroczystości narodowych — a w 1879 roku władze miejskie podzieliły go na dziewięć rewirów, którymi opiekowali się ogrodnicy zwani plantowymi. Dziewięciu plantowych dbała o to, żeby park pozostawał dostępny i zadbany przez cały rok.

Matejko i kościół, którego nie udało się uratować

W drugiej połowie XIX wieku Kraków wchodził w zupełnie inny okres. Miasto zyskiwało instytucje, gmachy i świadomość, że dziedzictwo można stracić bezpowrotnie. Jan Matejko — najwybitniejszy polski malarz historyzmu, kolekcjoner i miłośnik zabytków — angażował się wtedy w działalność konserwatorską i realnie wpływał na ratowanie krakowskich budowli. Brał udział w pracach komisji przy odnawianiu gotyckiego ołtarza Wita Stwosza w kościele Mariackim w latach 1867-1869, przy restauracji Sukiennic w latach 1875-1879, zamku na Wawelu w 1886 roku.

Nie wszystkie sprawy kończyły się jednak zwycięstwem. W 1886 roku rada miejska Krakowa zdecydowała o wyburzeniu zespołu klasztornego i kościoła duchaków, aby uzyskać miejsce pod budowę teatru miejskiego. Zespół przy dzisiejszym placu św. Ducha miał wtedy za sobą długą historię: duchacy zostali sprowadzeni tu w 1244 roku, prowadzili największy w Krakowie szpital, a zakon skasowano w 1783 roku. Budynki niszczały, ale dla wielu krakowian nie przestały być częścią miasta. Klasztor był wtedy w ruinie, a miasto potrzebowało miejsca na nowy teatr.

Przeciw wyburzeniu protestowało wielu znanych osób. Najgłośniej zabrał głos Jan Matejko. Kiedy obrona świątyni okazała się bezskuteczna, malarz zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta Krakowa i zapowiedział, że nie będzie już nigdy wystawiać tu swoich obrazów. Najpierw zburzono klasztor, a w 1892 roku kościół i szpital. Z całego kompleksu ocalał kościół św. Krzyża i Dom pod Krzyżem — ten drugi przez lata służył teatrowi, a dziś mieści się tam Narodowy Stary Teatr. Decyzja zapadła, ale cena okazała się wyższa niż sama działka pod budynek.

Co zostało z tamtych decyzji

Trzy daty układają się w jeden wzór. W 1817 roku udało się ocalić wycinek murów dzięki uporowi jednego senatora. W latach dwudziestych XIX wieku z rumowiska powstał park, który dziś opasywa Stare Miasto czterokilometrowym pierścieniem zieleni. W 1892 roku nie udało się uratować kościoła i protest zakończył się gestem, który nie odwrócił biegu wydarzeń. Za każdym razem chodziło o to samo pytanie: czy miasto ma prawo zacierać ślady po sobie, jeśli pozwala mu to wygodniej żyć. Trzy miejsca, trzy różne rozstrzygnięcia, jeden wspólny dylemat.

Dziś Brama Floriańska jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Krakowa, a nad jej wejściem od strony Plant wisi orzeł piastowski zaprojektowany w 1882 roku przez Matejkę i wykonany przez rzeźbiarza Zygmunta Langmana. Kilkaset metrów dalej, przy ulicy Pijarskiej, biegnie odcinek zachowanych murów z basztami. Barbakan stoi w tym samym miejscu, w którym bronił dostępu do Bramy Floriańskiej. Wszystko, co ocalało, zawdzięczamy decyzji z jednego styczniowego dnia 1817 roku. Trzy miejsca, trzy różne rozstrzygnięcia, jeden wspólny dylemat.

Osiemdziesiąt lat później Matejko uczynił coś, co w praktyce nie zmieniło biegu wypadków, ale zapisało się trwale: zrzekając się honorowego obywatelstwa, odmówił miastu zgody na własne milczenie. Był wtedy u szczytu sławy, a jego sprzeciw stał się jednym z najgłośniejszych gestów w historii krakowskiej ochrony zabytków. Zmarł w 1893 roku, rok po zburzeniu kościoła, któremu nie mógł pomóc. Odszedł w przekonaniu, że miasto nie zawsze wie, co dla niego najlepsze. Do końca życia nie zmienił zdania w tej sprawie.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także