Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Podróże / artykuł
Podróże · 5 min czytania

Wyspa, która narodziła się w 1963 roku. I jest laboratorium

Czternastego listopada 1963 roku z oceanu na południe od Islandii wypłynęła nowa wyspa. Surtsey rośnie, kurczy się i od ponad sześćdziesięciu lat jest najważniejszym na świecie laboratorium pierwotnej sukcesji ekologicznej. Badanie z 2025 roku zmieniło teorię kolonizacji.

Wyspa Surtsey — widok współczesny
Surtsey widziana z morza
Erupcja wulkanu, która stworzyła Surtsey w 1963 roku

Trawler z Vestmannaeyjar, wyspa z popiołu

Czternastego listopada 1963 roku kuter Ísleifur II płynął po oceanie na południowy zachód od wysp Vestmannaeyjar. Kucharz zobaczył nad wodą ciemną smugę i wezwał kapitana, bo w tym miejscu nie powinno być niczego, co mogłoby się palić. Statek skręcił w stronę dymu, a załoga spodziewała się ratowania rozbitków albo gaszenia pożaru. Nie znaleźli ani jednego, ani drugiego, bo dym nie szedł z żadnego pokładu, tylko z dna oceanu sto metrów pod nimi. Tego dnia nikt nie miał pojęcia, co dzieje się pod powierzchnią wody.

[[LINK:https://www.surtsey.is/|Surtsey Research Society]] podaje dwie daty, które trzeba trzymać razem: 14 listopada 1963 roku i 5 czerwca 1967 roku. Pierwsza to dzień, w którym wyspa pojawiła się nad oceanem. Druga to koniec erupcji, najdłuższej w historii Islandii, która nie ucichła tego samego dnia ani rok później. Kto mówi, że Surtsey narodziła się w 1963 roku, ma rację, o ile pamięta, że budowa tej wyspy potrwała trzy i pół roku i skończyła się dopiero w czerwcu 1967.

Erupcja zaczęła się kilka dni przedtem i długo dawała znać tylko drganiami skorupy ziemskiej, zarejestrowanymi przez stację w Reykjavíku. Wyspa wyszła nad wodę czternastego listopada jako czarny grzbiet luźnego popiołu, wysoki na kilkadziesiąt metrów. Rybacy przywieźli do portu wiadomość, która obiegła świat w kilka dni, a geologowie ruszyli na południe. Nikt nie mógł wtedy wiedzieć, że patrzy na najdalej wysunięty skrawek Islandii. Mapa Islandii zmieniała się potem jeszcze wiele razy, choć nigdy tak szybko.

Trzy i pół roku, podczas których wyspa rosła i malała

Erupcja nie zbudowała wyspy równo. Najpierw morze odrywało od niej całe płaty luźnej tefry, więc ląd cofał się szybciej, niż przybywał. Potem w kraterze odsłonił się twardszy rdzeń zastygłej lawy i okazał się odporny na fale. Wtedy Surtsey zaczęła się rozrastać, aż osiągnęła 2,7 kilometra kwadratowego i 174 metry wysokości. Napływająca lawa spełniła życzenie komitetu, który nazwał wyspę na cześć Surta, olbrzyma ognia z mitologii nordyckiej. Erupcja, która ją zbudowała, należy do najdłuższych w historii Islandii.

Zamiast wraku ujrzeli czarny słup wprost z fal. Morze wrzało, a z głębokości 130 metrów wypychało się na powierzchnię coś, czego przed chwilą nie było. Kapitan nie wiedział, co widzi, więc zawrócił i popłynął do portu, gdzie nikt nie chciał mu uwierzyć. Ludzie z kutra patrzyli na nowy ląd, o którym powstaną setki prac naukowych, a ich opowieść trafiła do gazet szybciej, niż geologowie zdążyli dotrzeć na miejsce. Rybacy opisali początek eksperymentu, o którym nie mieli pojęcia.

Osiadanie wyspy postępuje nieprzerwanie, choć coraz wolniej. Na początku Surtsey zapadała się o 20 centymetrów w ciągu roku, dziś to 1-2 centymetry. Część badaczy prognozuje, że do 2100 roku wyspa znajdzie się na poziomie morza, a fale zmyją resztę. Inni twierdzą, że twarde jądro lawowe utrzyma ją przez wiele stuleci. Powiększenia nie będzie, bo wulkany tego archipelagu to jednorazowe ognie, które po wygaśnięciu nie wracają w to samo miejsce. Prognozy różnią się między sobą, a wyspa trwa gdzieś pomiędzy nimi.

Ptaki przyniosły las, którego nikt się nie spodziewał

"Ptaki okazały się pionierami Surtsey. Niosą nasiona roślin, które zgodnie z przyjętymi teoriami nie powinny tam trafić" mówi [[LINK:https://www.surtsey.is/|dr Paweł Wasowicz]] z Natural Science Institute of Iceland, pierwszy autor pracy. Współautor, dr Andy Green z hiszpańskiej Estación Biológica de Doñana, dodaje, że zwierzęta są głównymi wektórami migracji flory w ocieplającym się klimacie. Wniosek brzmi: życie podąża za życiem, a nie za prądem. Ta jedna linijka unieważnia pół wieku modeli ekologicznych. Dziś brzmi to jak oczywistość, a wtedy było przewrotem.

Większość z tych 78 gatunków nie ma jednak żadnej z pasujących cech. Nie są przystosowane ani do długiego lotu na wietrze, ani do miesięcy spędzonych w morskiej solance. Statystycznie powinny utonąć albo spaść do oceanu kilkaset kilometrów od celu, a jednak na wyspie są. Nasiona dotarły więc w czyimś wnętrzu, a nie w prądzie, i to zmienia całą listę hipotez sprawdzanych od dziesięcioleci. Do równania z wiatrem i prądem trzeba było dopisać jedno zwierzę.

Mewa jako wagon z nasionami

Kolonializacja wyspy wyglądała tak: najpierw grzyby, bakterie i porosty, które nie potrzebują gleby. Potem owady, pierwsze przyleciały z wiatrem w maju 1964 roku. Pierwsza roślina naczyniowa, Cakile arctica, wzeszła wiosną 1965 roku. Mewy zaczęły się nad nią gnieździć dopiero w 1984 roku i wtedy wyspa dostała coś, czego nie miała przez pierwsze dwadzieścia lat istnienia: stały dopływ nawozu z ptasich odchodów. Razem z tym nawozem przyszły nasiona przyklejone do piór, łap oraz dziobów kolejnych ptaków.

Odchody ptaków morskich wzbogaciły grunt w azot, fosfor i resztki organiczne, warstwa po warstwie, przez czterdzieści lat. Gleba zrobiona z ptasich odchodów przyjęła rośliny, które przywiozły w sobie te same mewy. One przysunęły na wyspę kolejne gniazda, więc żyznej materii przybywało, więc więcej gatunków miało szansę się utrzymać. Tak powstało sprzężenie zwrotne, którego nie przewidział żaden z wcześniejszych modeli ekologicznych. Foki rozmnażają się tu od 1983 roku, a maskonur zagnieździł się na wyspie w 2004 roku.

Surtsey jest ścisłym rezerwatem przyrody od 1965 roku, dwa lata po narodzinach wyspy. Deklarację podpisano, gdy wulkan wciąż pluł tefrą, więc pierwszym aktem ochrony było zatrzymanie ciekawskich: świeżo powstały ląd przyciągał żeglarzy, poszukiwaczy pamiątek i dziennikarzy. Rezerwat odnowiono w 1974 i w 2006 roku, a od 2008 roku wyspę obejmuje [[LINK:https://whc.listę światowego dziedzictwa.org/en/list/1267/|lista UNESCO]] pod numerem 1267, wpisana za kryterium przyrodnicze i wyjątkową wartość naukową. Wpis dotyczył miejsca młodszego niż niektórzy z badaczy, którzy je opisywali.

Wyspa, na którą wchodzi kilku ludzi rocznie

Regulamin zmieściłby się na kartce. Wejść może tylko ten, kto ma pozwolenie Surtsey Research Society, a towarzystwo zarządza wszystkimi badaniami prowadzonymi na wyspie i rozpatruje każdy wniosek imiennie. Zakazane jest naruszanie czegokolwiek, zwożenie i wnoszenie roślin, zwierząt oraz nasion, zostawianie odpadów i używanie broni w promieniu dwóch kilometrów od brzegu. Kto nie jest naukowcem, ogląda wyspę z małego samolotu albo z pokładu łodzi. Sensem prohibicji jest jedno: sukcesja musi biec bez gatunku przywiezionego przez człowieka.

Zasada brzmi surowo, a naruszenia bywają komiczne. Chłopcy przypłynęli łodzią i posadzili na wyspie ziemniaki, które wykopano, gdy je odkryto. Inny incydent zakończył się pomidorowym krzakiem, który wyrósł w miejscu nieprzewidzianym przez instrukcje terenowe. Roślinę usunięto razem z całym otoczeniem korzenia, żeby nie została po niej ani jedna łodyga. Na wyspie stoi dziś chatka dla badaczy, stacja meteorologiczna i kamerka internetowa, a czasopismo Surtsey Research wydaje raporty z kolejnych sezonów. Każdy sezon kończy się nowym zestawem próbek gleby oraz osobnym raportem dla towarzystwa.

Historia Surtsey nie kończy się tam, gdzie kończy się wyspa. Dziś jest o jedną czwartą mniejsza, niż była w chwili wygaśnięcia wulkanu, i za kilkadziesiąt lat może zniknąć w Atlantyku. Badania z niej przetrwają dłużej niż ona sama, bo to jeden z niewielu przypadków, gdy dokładnie wiemy, kiedy powstał dany ekosystem i że przedtem nie było w nim nic żywego. Nie ma drugiego tak opisywanego aktu tworzenia się życia od zera. Wniosek z pracy Wasowicza i jego zespołu przydaje się też wtedy, gdy wcale nie chodzi o Islandię.

Nowa wyspa, stare pytania

Surtsey pozostanie lekcją zapisaną na wodzie i w notatnikach pokoleń badaczy. Nawet jeśli fale ją z czasem zabiorą, pytanie o to, kto przywiózł na nią pierwsze nasiona, zostanie z nami na dłużej. To rzadki przypadek, gdy przyroda zrobiła coś na oczach naukowców i pozwoliła się przy tym obserwować przez sześćdziesiąt lat, w jednym miejscu i bez przerwy. Zostanie po niej dziennik obserwacji prowadzony bez przerwy od pierwszej erupcji, jeden z najcenniejszych zbiorów ekologicznych na świecie i wzór dla badaczy innych młodych wysp.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także