Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Technologia / artykuł
Technologia · 6 min czytania

Winamp. Historia programu, który naprawdę rozrabiał

Zanim powstał Spotify, na komputerach królował Winamp. Darmowy, lekki i obsługujący format MP3 odtwarzacz z charakterystycznym dźwiękiem lamy zmienił sposób, w jaki słuchamy muzyki. Oto historia programu, który naprawdę rozrabiał.

⚡TL;DRstreszczenie w 60 sekund▾
Winamp to darmowy odtwarzacz MP3, który w 1997 roku stworzył nastoletni Justin Frankel z firmy Nullsoft. Program jako jeden z pierwszych pozwalał słuchać skompresowanej muzyki na zwykłym komputerze i spopularyzował skórki, equalizer oraz wizualizacje Milkdrop. AOL kupiło Nullsoft w 1999 roku za około 80 milionów dolarów. Projekt zamknięto w grudniu 2013 roku, ale w 2018 roku nagle go wskrzeszono. Dziedzictwo Winampa widać dziś w kolejkach odtwarzania i listach ulubionych w Spotify.
Wizualizacja Milkdrop reagująca na muzykę w odtwarzaczu Winamp

Od czego zaczął się streaming, który znasz

Kiedy dziś odpalasz Spotify czy YouTube Music, mało kto pamięta, że ta cała wygoda zaczęła się od małego, szarego okienka na komputerze. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych muzykę słuchało się z płyt, kaset i przenośnych odtwarzaczy, a komputer rzadko miał cokolwiek wspólnego z dźwiękiem. Winamp zmienił tę regułę jako jeden z pierwszych programów, który pozwalał zwykłemu użytkownikowi gromadzić i odtwarzać pliki MP3. To na nim nauczyliśmy się, że muzyka może żyć w pliku, a nie na krążku.

Dlatego historia Winampa to coś więcej niż opowieść o niegdysiejszym programie. To moment, w którym muzyka zaczęła zamieniać się w dane, a komputer stał się odtwarzaczem, biblioteką i budzikiem w jednym. Wiele osób pamięta ładowanie się tego odtwarzacza razem ze startem systemu, długo zanim smartfony z aplikacjami stały się codzienną normą. Dla starszych czytelników to sentymentalna podróż do czasów pierwszych plików MP3, dla młodszych zaś lekcja o tym, skąd wzięły się pasek odtwarzania i lista utworów, których używają dziś bez zastanowienia.

Chłopak, który napisał odtwarzacz za darmo

Winamp wyszedł na świat 21 kwietnia 1997 roku, a stworzył go nastoletni wówczas Justin Frankel wspólnie z Dmitrijem Boldyryowem. Obaj założyli w Sedonie w Arizonie firmę o nazwie Nullsoft, której nazwa była żartobliwym odwróceniem słowa Microsoft i która jako maskotkę przyjęła lamę o imieniu Mike. Frankel napisał zdecydowaną większość kodu, a jego program od pierwszego dnia pozostawał całkowicie darmowy. W czasach, gdy dobre oprogramowanie kosztowało nierzadko spore pieniądze, taka decyzja sama w sobie była już małą rewolucją.

Największą przewagą Winampa okazało się jednak coś innego: pełna obsługa formatu MP3, który dopiero zaczynał podbijać rodzącą się sieć. Konkurencyjne odtwarzacze potrafiły odtwarzać pliki WAV albo dźwięk z płyty, ale nowy, mocno skompresowany format pozostawał poza ich zasięgiem. Winamp radził sobie z nim bez żadnych dodatkowych wtyczek i robił to zaskakująco szybko, nawet na słabych komputerach tamtej epoki. Wystarczyło ściągnąć plik, dwukrotnie kliknąć i po prostu słuchać. Ta bezpretensjonalna prostota sprawiła, że program rozchodził się między ludźmi niczym wirus.

Lekki, darmowy i wyprzedzający swoją epokę

Techniczny przełom Winampa polegał na tym, że łączył niezawodny dekoder MP3 z lekkim i przejrzystym interfejsem, który nie wymagał od użytkownika żadnego przygotowania. Dekodowanie muzyki wykonywał w locie, czyli nie zajmował całej pamięci komputera ani nie zmuszał do mozolnego konwertowania plików przed odsłuchem. Dzięki temu można było puszczać piosenki w tle i jednocześnie przeglądać strony albo pisać dokument, co w tamtych czasach wcale nie było oczywiste. Było to osiągnięcie zupełnie nieosiągalne dla ówczesnych, ciężkich i powolnych odtwarzaczy multimedialnych.

Drugą wielką nowością okazała się pełna personalizacja, na którą konkurencja długo nie miała pomysłu. Winamp pozwalał zakładać tak zwane skórki, czyli nakładki graficzne zmieniające wygląd, których społeczność stworzyła z czasem dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Użytkownik mógł dowolnie zmieniać kolor, kształt i rozmieszczenie przycisków, dzięki czemu każdy miał własną, niepowtarzalną wersję programu. Do tego dochodził dziesięciopasmowy equalizer do podbijania basów oraz możliwość układania kolejki utworów. Program stał się w ten sposób pierwszą naprawdę osobistą maszyną do słuchania muzyki.

Milkdrop i lama, której dało się w kość

Najbardziej zapamiętanym elementem Winampa były jednak wizualizacje, a wśród nich niekwestionowaną gwiazdą pozostawała Milkdrop. To wtyczka autorstwa Ryana Geissa z 2001 roku, która zamieniała muzykę w płynne, psychodeliczne obrazy reagujące na rytm i głośność utworu. Na pełnym ekranie wyglądało to jak dyskoteka rodem z filmów science fiction, a Milkdrop do dziś uchodzi za jedną z najświetniejszych wizualizacji muzycznych, jakie kiedykolwiek powstały. Wiele osób odpalało ją wyłącznie dla samego spektaklu świetlnego, a nie po to, by czegokolwiek posłuchać.

Osobną legendą stało się powitanie, które Winamp odtwarzał przy pierwszym uruchomieniu programu. Męski głos wypowiadał po angielsku zdanie wychwalające to, jak program radzi sobie z lamą, co polscy użytkownicy swobodnie tłumaczyli jako danie lamy w kość. Dźwięk ten, dobiegający z głośników bez żadnego widocznego powodu, potrafił przestraszyć, ale częściej po prostu bawił. Był to hołd dla firmowej maskotki Mike'a i do dziś funkcjonuje jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych żartów i memów wczesnego, dynamicznie rozwijającego się internetu.

Kupiony przez giganta i powoli dogaszany

Sukces Winampa nie umknął uwadze wielkich graczy i w 1999 roku firma AOL kupiła Nullsoft za około osiemdziesiąt milionów dolarów, co dla młodych twórców było ogromną kwotą. Frankel na chwilę zyskał pieniądze i finansowe bezpieczeństwo, ale wkrótce okazało się, że korporacyjne ramy tłumią jego niezależny, eksperymentalny styl pracy. Jeszcze w grudniu 2003 roku zamknięto biuro w San Francisco, a sam twórca odszedł z AOL, by zająć się kolejnymi, autorskimi projektami. Winamp bez swojego ojca założyciela stopniowo tracił impet i coraz gorzej nadążał za zmieniającym się rynkiem.

Koniec nadszedł symbolicznie 20 grudnia 2013 roku, kiedy AOL ogłosił zamknięcie projektu, a fanów obiegła wiadomość o śmierci ukochanego odtwarzacza. Kilka tygodni później markę przejęła jednak belgijska firma Radionomy, a po latach ciszy pojawiła się zapowiedź zupełnie nowej wersji programu. W 2018 roku do sieci wyciekła robocza, niedokończona odsłona Winampa, co rozbudziło ogromną, sentymentalną falę zainteresowania wśród dawnych użytkowników. Program, choć nie wrócił już do dawnej świetności, nigdy nie został tak naprawdę do końca pochowany.

Wzorzec, z którego korzysta Spotify

Dziedzictwo Winampa widać dziś niemal w każdym serwisie muzycznym, choć niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. To właśnie Winamp nauczył użytkowników, że muzyka to biblioteka plików, którą można dowolnie przeszukiwać, sortować i odtwarzać w ustalonej przez siebie kolejności. Kolejka odtwarzania, lista ulubionych utworów i suwak głośności, które dziś wydają się zupełnie oczywiste, spopularyzowały się w dużej mierze właśnie dzięki temu odtwarzaczowi. Spotify i inne platformy streamingowe przejęły dokładnie tę logikę i przeniosły ją jedynie do chmury.

Winamp zapisał się też w pamięci jako symbol czasów, w których program komputerowy mógł być jednocześnie dziełem jednej osoby i prawdziwą rewolucją. Jego historia pokazuje, że dobra technologia potrafi wyprzedzić prawo i rynek, a przywiązanie użytkowników bywa silniejsze niż decyzje wielkich korporacji. Z tego samego ducha wyrósł zresztą Napster, o którym piszemy w osobnym artykule na naszym portalu. Obie historie splatają się zatem w jedną, wspólną opowieść o tym, jak całkowicie zmienił się sposób, w jaki obcujemy z muzyką.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także