Wiedza na co dzień
Wiedza na co dzień / Historia / artykuł
Historia · 5 min czytania

Wojowniczki z Dahomeju. Elitarny oddział kobiet w Afryce

Mino, Agojie, ahosi — elitarny kobiecy korpus Królestwa Dahomeju. Co naprawdę wiemy, a co dorobili do historii Europejczycy i film „The Woman King”.

Wojowniczka z Dahomeju — przedstawienie z epoki
Weteranki Agojie podczas uroczystości w Abomey, 1908 rok

Kobiety z pałacu, które poszły na wojnę

W połowie XIX wieku europejscy oficerowie, wpuszczeni na dziedziniec pałacu w Abomeju, stolicy Królestwa Dahomeju, widzieli coś, czego ich świat nie potrafił wpisać w żadną znaną kategorię: stały tam w szeregach kobiety z karabinami i maczetami, w jednakowych mundurach, i na rozkaz króla ćwiczyły szarżę. Dzisiejszy Benin, wtedy Dahomej, utrzymywał korpus wojskowy złożony wyłącznie z kobiet, o ciągłości dłuższej niż jedno stulecie i o sile, z którą sąsiedzi liczyli się poważnie, bo oddział miał własne regimenty, dowódczynie i sztandary, a kobiety stanowiły wtedy od jednej trzeciej do blisko 40 procent całej armii.

One same nie nazywały się Amazonkami. Słowo przyszło z zewnątrz, z greckiego mitu o wojowniczkach znad Morza Czarnego, i przylgnęło do nich tak mocno, że zostało w podręcznikach, gazetach i tytułach filmów do dziś. Europejczykom brakowało własnej kategorii na zbrojne kobiety, więc pożyczyli gotową, a razem z nią cały bagaż: egzotykę, sensację i ciekawość, która przez dziesięciolecia przesłaniała to, co o formacji naprawdę wiadomo. W źródłach fon nazwa własna brzmiała zupełnie inaczej i mówiła o czymś innym niż mit.

Mino, czyli Nasze Matki

W języku fon, którym mówi się w Dahomeju do dziś, wojowniczki nazywały się Mino albo Minon, co znaczy dosłownie „Nasze Matki”. Tak mówili o nich mężczyźni z armii króla, i w tym określeniu mieści się więcej szacunku niż w całym europejskim słowie „Amazonki”, bo brzmi w nim coś, co zabrzmiałoby dziwnie w relacji zdobywcy: dorosłe dzieci mówią o kobietach, które idą pierwsze i mają je chronić przed niebezpieczeństwem, a nie o ozdobie parady. Nazwa działała w obie strony: nobilitowała wojowniczki i wiązała je z obowiązkiem, którego nie mogły już porzucić.

Historycy używają dziś zamiennie dwóch jeszcze pojęć. Agojie to nazwa samej formacji, zapisywana we francuskich relacjach jako Agolédjiés, a historycy angielscy piszą o Dahomey Amazons z nawyku, nie z precyzji. Ahosi znaczy „żony króla” i ten termin myli najczęściej, gdyż opisuje szerszą instytucję pałacową: kilkaset kobiet, a według części szacunków ponad tysiąc, związanych z dworem, wśród których wojowniczki stanowiły tylko część. Każda Mino była formalnie żoną władcy, ale nie każda ahosi trzymała kiedykolwiek broń.

Początek, którego nikt nie potrafi datować

Kiedy dokładnie powstała formacja, nie wie nikt i prawdopodobnie już się nie dowie. Tradycja ustna wskazuje króla Houegbadję, który panował około 1645–1685 roku i miał zorganizować gbeto, korpus łowczyń słoni, polujących na zwierzęta niszczące pola. Badacze tacy jak Robin Law i Stanley Alpern odpowiadają ostrożnie: może gbeto istniały wcześniej, a król jedynie je uporządkował, a może wcale nie miały z wojowniczkami nic wspólnego i cała teoria jest zgadywaniem opartym na podobieństwie zajęć, nie na dowodach. Część historyków przesuwa początek formacji nawet na początek XVIII wieku.

Alpern napisał wprost, że ani Houegbadja, ani dużo późniejszy Glele nie mogą być poważnie uznani za twórców oddziału, bo brak na to dowodu w żadnym źródle. Pierwsza pewna wzmianka europejska pochodzi z 1725 roku, gdy francuski kupiec Jean-Pierre Thibault obserwował kobiety w szyku w Ouidah, a kolejne relacje wspominają o udziale oddziału w podboju sąsiedniego królestwa Whydah. Inni badacze zauważają, że Ghezo sam przypisywał sobie stworzenie formacji, choć kobieca gwardia pałacowa pełniła służbę na długo przed jego panowaniem i żadna z tych opowieści nie wyklucza pozostałych.

Spór o liczby i o rolę oddziału

Każda liczba, jaką podają źródła, jest szacunkiem spisanym w cudzym notatniku, najczęściej podczas dorocznych parad i przeglądów wojska, a nie stanem ewidencyjnym armii. Pod koniec XVIII wieku mówiono o około sześciuset kobietach. W połowie następnego stulecia rozrzut rośnie dramatycznie: Frederick Forbes notował w 1850 roku jakieś 2000–2500 wojowniczek, Richard Burton czternaście lat później pisał o ponad dwóch tysiącach, a najśmielsze szacunki z epoki dochodzą do sześciu tysięcy, choć przy takiej paradzie łatwo policzyć widzów zamiast walczących.

Część historyków sądzi, że ta najwyższa liczba obejmuje całą kobiecą służbę pałacową, nie tylko walczące, i jest zawyżona przez metodę liczenia. W kampanii 1892 roku Francuzi szacowali oddziały kobiece na około 1500 do blisko 2000 osób, znów bez jednej zgodnej liczby. Drugi spór jest poważniejszy od arytmetyki: czy oddział był od zawsze elitarną jednostką frontową, czy przez większość swojej historii pełnił funkcję reprezentacyjnej gwardii pałacowej, a dopiero król Ghezo zmienił formację ceremonialną w realną siłę bojową i rozbudował ją liczebnie, co potwierdzają Law i Alpern.

Źródła, których praktycznie nie ma

Nie istnieje ani jedna relacja spisana przez samą wojowniczkę: żaden pamiętnik, list, rozkaz, wewnętrzna kronika formacji. Nie ma też dokumentu z wnętrza Dahomeju, który opisywałby jej strukturę i codzienność, choć państwo prowadziło własną administrację i rejestry dworu. Wszystko, co wiemy, pochodzi z trzech rodzajów przekazów, a każde z nich jest obciążone własnym interesem i własną datą powstania, czasem odległą o sto lat od opisywanych wydarzeń. Dlatego o organizacji oddziału wiemy mniej niż o pojedynczych bitwach, a część ustaleń trzeba dziś nazywać hipotezami. Smithsonian National Museum of African Art prowadzi badania nad kulturą Dahomeju.

Pierwszy to relacje europejskich kupców, oficerów i misjonarzy z XVIII i XIX wieku, od Bosmana przez Forbesa i Burtona do Skertchly’ego. Ci ludzie patrzyli na Dahomej przez egzotyzujące okulary i wpisywali kobiety z bronią w mit o Amazochkach, poprawiając przy okazji liczby na korzyść własnej opowieści. Drugi to pisma francuskich urzędników kolonialnych z początku XX wieku, spisywane w czasach, gdy trzeba było uzasadnić podbój i uprzedmiotowić podbite królestwo. Africa Museum w Tervuren przechowuje dziś część kolekcji związanych z Dahomejem.

Koniec, film i to, co zostało po oddziale

Kres formacji przyszedł razem z armią francuską. W 1890 roku doszło do pierwszej wojny, dwa lata później do drugiej, w której Dahomej mierzył się z nowoczesną bronią i karabinami powtarzalnymi, mając po swojej stronie odwagę i taktykę bezradną wobec bagnetu. 6 października 1892 roku pod Adégon wojska Dahomeju straciły 86 regularnych żołnierzy i 417 Mino, przy sześciu zabitych po stronie francuskiej. Ostatnia wielka walka pod Caną, 4 listopada 1892 roku, jest przez Alperna uznawana za pewną datę końca oddziału jako siły bojowej.

Trzeci typ przekazu jest najtrudniejszy do oceny, bo to tradycja ustna Fon, zbierana dopiero w XX wieku przez badaczy benińskich i francuskich, kształtowana przez politykę dynastyczną i potrzebę zbudowania własnej, dumnej karty historii. Z tej tradycji pochodzi między innymi postać królowej Hangbe, której samo istnienie część badaczy podważa, oraz przekonanie, że formacja była dumą narodu od zawsze, jeszcze przed wielkimi królami XIX wieku. Wszystkie trzy typy źródeł opisują to samo zjawisko z trzech różnych stron i żadne nie mówi głosem samych wojowniczek.

Film „The Woman King” z 2022 roku pokazał Agojie szerokiej publiczności, ale losów Dahomeju nie oddał uczciwie. Królestwo bogaciło się na sprzedaży jeńców, a Mino brały udział w rajdach po niewolników, o czym mówią relacje pasażerów ostatniego statku z niewolnikami do USA. Konflikt z Francją rozgrywa się w filmie za panowania Ghezo, gdy realnie spory terytorialne zaczęły się w 1863 roku, już po jego śmierci. Postać general Nansicy jest w dużej mierze fikcyjna, a imię zapożyczono od nastoletniej rekrutki Naniski, którą francuski oficer Jean Bayol opisał w 1889 roku.

Po protektóracie francuskim z 1894 roku część dawnych wojowniczek wyszła za mąż, część została sama i miała trudności z powrotem do zwykłego życia. W latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku podróżni spotykali w Abomeju stare kobiety przędzące bawełnę, a jedna z nich, Nawi, wspominała w wywiadzie z 1978 roku walki z Francuzami. Zmarła w listopadzie 1979 roku, jako ostatnia znana weteranka. Dziś pamięć oddziału żyje w tańcach i pieśniach Abomeju oraz w kobieciej jednostce policyjnej Beninu.

Źródła i dalsza lektura

Przeczytaj także